
Pani M. kontynuuje cykl wpisów z poradami dotyczącymi pracy w klasie z dzieckiem z autyzmem. Ma ogromne osobiste doświadczenie, co wyraźnie widać w tekście, a do tego dzieli się bardzo praktycznymi wskazówkami. Podzielcie się proszę także własnymi sprawdzonymi pomysłami!
Pani M. pisze:
Zanim przejdę prosto do praktycznych porad w tym miesiącu, chcę opowiedzieć trochę o swoich wcześniejszych doświadczeniach, bo to one ukształtowały moje podejście do autyzmu w realiach szkolnej klasy.
Jestem mamą 12-letniego chłopca, u którego kilka lat temu zdiagnozowano spektrum autyzmu. Od odkąd pamiętam, zawodowo zajmowałam się prowadzeniem przedszkola. Gdy moje dzieci podrosły, przeniosłam się do szkoły podstawowej i szybko odkryłam swoje powołanie jako asystentka nauczyciela wyższego poziomu w klasie z dostosowanymi zasobami.
Moja ścieżka zawodowa nie zawsze była usłana różami, zapewniam.
Pamiętam jak dziś moją pierwszą pracę – wspieranie dziecka z autyzmem w zerówce. Bo mimo całego przeszkolenia nic nie przygotowało mnie na kolejkę górską emocji, którą miałam przeżyć, pracując z nim ramię w ramię.
Miał prawie zerową mowę i ogromne potrzeby sensoryczne. Przejście z domu do szkoły było dla niego bardzo trudne, co każdego dnia kończyło się silnym rozdrażnieniem.
Przez jakiś czas czułam się kompletnie poza swoją strefą kompetencji.
Pamiętam, jak bardzo bałam się popełnić błąd – do tego stopnia, że przestałam być kreatywna i myśleć nieszablonowo. Miałam okropne poczucie, że nie nadaję się do tej pracy. Nie potrafiłam się z nim „połączyć”.
Zmartwienie i poczucie niekompetencji czasem nie pozwalały mi spać w nocy.
W dni, kiedy szczególnie mocno się zmagał, czułam się psychicznie i fizycznie wyczerpana. Obwiniałam siebie. Czułam się jak porażka, bo nie miałam poczucia, że czegokolwiek go „uczę”.
Ale powoli, dzień po dniu, zrozumiałam, że to tak naprawdę on uczy mnie równie wiele, jak ja jego. Żeby umożliwić mu naukę, musiałam wejść w jego świat i spojrzeć na wszystko z jego perspektywy.
A gdy zmieniłam sposób myślenia, zaczęłam dostrzegać, co go porusza. Jak się uczy i jak można ukształtować środowisko wokół niego, by odpowiadało jego indywidualnym potrzebom. W efekcie rozkwitł. Rozwinął język i zrobił małe kroki naprzód we wszystkich obszarach szkolnego życia.
Kiedy był szczęśliwy, zaczął mi ufać. I budowałam na tym, co potrafi, a nie na tym, czego nie potrafi!
Wystarczyło podążać za jego prowadzeniem – i mieć przekonanie, że prawdziwa inkluzja nie polega na naginaniu jego do naszego systemu, lecz na tym, że to nasz system powinien się nagiąć do niego. Prawdziwa inkluzja to dla mnie świętowanie jego wyjątkowości, rozwijanie umiejętności, startując od sukcesów, oraz pełna akceptacja tego, kim jest.
Jeśli dziś to czytasz i Twoją pracą jest wspieranie dziecka z autyzmem – wierz mi, masz przywilej.
Możesz czytać podręczniki, robić niezliczone kursy i wyszukiwać w internecie informacje o autyzmie do upadłego… ale to praca z dzieckiem nauczy Cię najwięcej.
Każde dziecko jest indywidualnością i każde ma coś własnego, czego może Cię nauczyć… jeśli mu na to pozwolisz.
Będziesz popełniać błędy i czasem mieć poczucie, że danego dnia nic nie wyszło. Ale jeśli wyciągniesz wnioski i naprawdę wsłuchasz się w to, co dziecko, z którym pracujesz, chce Ci przekazać, ta kolejka górska okaże się zachwycającą jazdą.
Praca z dziećmi w spektrum nauczyła mnie tak wiele, że aż trudno mi wybrać, od czego zacząć. Ale spróbuję…
W kolejnych miesiącach podzielę się z Wami tym, czego nauczyłam się metodą prób i błędów, z doświadczenia, czasem porażek, łez i ciężkiej pracy. I – co najważniejsze – opowiem o tych chwilach, które wszystko wynagradzały, gdy te wspaniałe dzieci odnosiły sukcesy i pozwalały mi zajrzeć do swojego świata.
Pokażę rzeczy, które działały dobrze, i te, które sprawdzały się gorzej… u mnie zawsze jest „bez upiększeń”!
A więc zaczynajmy – najpierw przyjrzę się:
Środowisku klasy
Układ sali jest kluczowy. Bałagan, brak przestrzeni, hałas i nadmiar bodźców wzrokowych mogą mocno utrudniać dziecku koncentrację. Zrób więc obchód i sprawdź, jak bardzo przyjazne dla autyzmu jest Twoje środowisko uczenia się…
- Zastanów się, gdzie siedzi dziecko. Czy w miejscu pracy rozpraszają je jakieś wystawne gazetki lub dekoracje?
- Czy wieje przeciąg albo grzejnik buczy i dmucha gorącym powietrzem, co może wywoływać trudności sensoryczne?
- Czy dziecko powinno siedzieć bliżej tablicy, by angażować się w elementy interaktywne zajęć? A może lepiej będzie mu osobno od grupy… na krześle, żeby nie odczuwało dyskomfortu bycia w tłumie?
- Pomocna bywa mała biała tablica i marker do zapisywania/rysowania głównych punktów dyskusji – ułatwia to zaangażowanie, gdy trzeba sporo słuchać.
- Odpowiednie pomoce wizualne w odpowiednich miejscach brzmią banalnie, ale mogą wiele zmienić. Np. podpowiedzi „ładne siedzenie”, „patrzymy”, „słuchamy” przy dywanie przypominają dziecku, co robić w danej sytuacji.
- Daj dziecku sposób komunikowania się, nawet jeśli ma dobrą mowę. Wiele dzieci w spektrum nie wie, jak poprosić o pomoc lub wyrazić emocje. Pomóc może tablica uczuć na ścianie, ponumerowana 1–5 z wizualnymi wskaźnikami.
- Pomóc może też smycz lub spiralny brelok z pojedynczymi piktogramami, z których dziecko korzysta samodzielnie. To może znacznie ułatwić wyrażanie się i obniżyć lęk. Dołącz np.: „proszę o pomoc” / „potrzebuję przerwy” / „martwię się” / „jestem zły/zła” itd.
- U młodszych dzieci wystarczą 3 buźki lub kolory (zielony = jestem szczęśliwy/a, pomarańczowy = potrzebuję pomocy, czerwony = potrzebuję przerwy/martwię się).
- Warto, by osoba wspierająca zawsze miała przy sobie odpowiednie piktogramy. Rozmowa z dzieckiem, gdy jest wzburzone albo gdy osiągnęło stan, w którym nie przetwarza języka (wysoki poziom pobudzenia), może eskalować sytuację. Natomiast proste wskazanie wizualne (np. „idź do bezpiecznego miejsca”) często pomaga szybko ją wyciszyć.
Proste, a skuteczne podpowiedzi wizualne, które łatwo przygotować.
- A skoro o bezpiecznych miejscach mowa… czy w Twojej klasie jest strefa wolna od rozpraszaczy? To naprawdę „must have”. Może to być namiot, koc przerzucony przez ławkę albo ciche pomieszczenie, gdzie dziecko może się wyciszyć.
- Czy w przestrzeni nauki są liczne wizualne wsparcia dotyczące zasad i zachowań – w sali, na zewnątrz, a także (co często się pomija) w toaletach i na placu zabaw? Dzieci, które wydają się dobrze mówić, mogą mieć ukryte opóźnienie w przetwarzaniu języka… więc wsparcie wizualne jest potrzebne zawsze.
- Skupiaj się na zachowaniu pożądanym, a nie na niepożądanym, bo wiele dzieci „usłyszy” tylko to, co nazwiesz. Przykład:
Nie mów: „NIE ROZMAWIAĆ”, bo usłyszą „rozmawiać”.
Powiedz: „SŁUCHAMY”. - Kolejnym „must have” jest plan dnia w klasie, który bywa wywieszony i zapomniany, bo wydaje nam się, że dziecko radzi sobie bez niego. Pamiętaj… wiele dzieci w spektrum „butelkuje” emocje w szkole, a rodzice zgłaszają duże wybuchy w domu. (Pomyśl o analogii do potrząsanej butelki napoju!) Dzieci potrafią cały dzień znosić hałas, nieprzewidywalność i nowe doświadczenia, a po powrocie do domu… „bach!” – korek strzela. Dlatego wizualny plan dnia to absolutnie podstawowe, rozsądne dostosowanie, które powinno być dostępne. I pamiętaj, powinien być: a) wizualny (lista dla starszych, obrazki dla młodszych), b) na bieżąco aktualizowany i używany codziennie, c) rzetelny, z wyprzedzającą informacją o ewentualnych niespodziankach dnia.
- Jaki jest poziom hałasu w sali? Czy w szczególnie głośnych momentach pomogą nauszniki wyciszające?
- Gdzie jest wieszak na kurtkę – w środku czy na końcu rzędu? Lepiej, by był na skraju, by uniknąć przepychanek w czasie przebierania.
- Regulacja temperatury ciała bywa trudna dla niektórych dzieci w spektrum. Czy w sali jest odpowiednia temperatura? Wizualne instrukcje „co zrobić, gdy jest mi za ciepło/za zimno” mogą być pomocne.
- Czy w sali czuć zapach gotowanego obiadu? Niektóre dzieci są nadwrażliwe na zapachy, więc warto to odnotować – może to wpływać na ich koncentrację o określonych porach dnia.
- Czy wszystkie zasoby i aktywności są opisane słowem i obrazkiem, by wspierać samodzielność?
- Kolorowe kodowanie świetnie się sprawdza. Np. książki i materiały do języka w żółtych pojemnikach, do matematyki w zielonych, a „wolny wybór” w niebieskich, itd., co sprzyja samodzielnej pracy.
Dalej – jak timery mogą pomagać dzieciom w klasie
Timery pomagają w:
- Przejściach między aktywnościami – dają sygnał, że czas dobiega końca; nagłe zatrzymanie może wywołać stres.
- Zrozumieniu struktury dnia szkolnego.
- Zarządzaniu czasem nagrody / „wolnym wyborem”.
- Pozwalają dziecku zobaczyć, ile jeszcze musi poczekać (niektóre dzieci nie mają pojęcia o upływie czasu).
- Zachęcaniu do podjęcia mniej lubianej aktywności przez krótki, z góry określony czas.
- Pokazaniu, że coś nieustrukturyzowanego też ma swój koniec.
Trening Umiejętności Społecznych (TUS) w klasie
Skutecznym uzupełnieniem codziennej pracy jest TUS – regularne, strukturalne zajęcia, podczas których dzieci ćwiczą konkretne zachowania społeczne w bezpiecznych warunkach. Dla uczniów w spektrum kluczowe są: przewidywalny schemat, modelowanie, odgrywanie ról i szybka informacja zwrotna. W praktyce warto:
- Wybrać 1–2 cele na raz (np. proszenie o pomoc, dołączanie do zabawy, naprzemienność w rozmowie) i jasno je zdefiniować w języku dziecka.
- Modelować zachowanie (dorosły + rówieśnik), następnie krótko odegrać scenkę i pozwolić dziecku spróbować – najpierw z podpowiedzią, potem samodzielnie.
- Wspierać wizualnie: mini-skrypty dialogów, „mapy rozmowy”, piktogramy emocji, skale pobudzenia, kroki „co robię, gdy…”.
- Stosować historie społeczne do przygotowania na trudniejsze sytuacje (np. zmiany w planie, zasady na przerwie).
- Włączać rówieśników (system „kolegi-przewodnika”) i ćwiczyć uogólnienie w realnych sytuacjach: na dywanie, w stołówce, na boisku.
- Nagradzać konkret („świetnie poprosiłeś o dołączenie do gry”), a postępy monitorować krótką skalą (np. 0–3) i notatką „co zadziałało”.
- Kończyć każdą sesję podsumowaniem: co się udało, co powtórzymy, co spróbujemy inaczej; dawać „zadanie na tydzień” (jedno małe zachowanie do przećwiczenia).
TUS nie zastępuje spontanicznych okazji do nauki w ciągu dnia – ma je przygotować i wzmocnić. Najlepsze efekty daje stała pora, małe grupy (2–4 osoby), te same dorosłe osoby prowadzące i konsekwentne przenoszenie umiejętności na lekcje, przerwy i zajęcia dodatkowe.
Mam nadzieję, że te pomysły okażą się pomocne. Dajcie znać – bardzo lubię czytać Wasze komentarze. A w przyszłym miesiącu przyjrzę się lękowi w klasie, potrzebom sensorycznym oraz zachowaniu jako formie komunikacji.

Dodaj komentarz